SPIDER-MAN: HOMECOMING - #3 ZWIASTUN

Spider-Man, Iron Man i Vulture na plakacie

DARK UNIVERSE

Witajcie w nowym świecie bogów i potworów

VENOM

Tom Hardy gwiazdą nowego ekranowego uniwersum

BLADE RUNNER 2049 - ZWIASTUN FILMU

Ryan Gosling na tropie Harrisona Forda

NAJNOWSZE RECENZJE

Przełęcz ocalonych Wiara czyni cuda, kino nie zawsze
La La Land Jaką cenę płacimy za marzenia?
Pasażerowie Idealna para w kosmosie
Zjawa Wątki mistyczne w oscarowym filmie Iñárritu
Pokój Małe Wielkie Kino!

Pasażerowie

ocena:
gatunek: przygodowy, sci-fi
premiera: 25-12-2016
produkcja: USA
dystrybutor:
reżyseria: Morten Tyldum
scenariusz: Jon Spaihts
muzyka: Thomas Newman
zdjęcia: Rodrigo Prieto
obsada:

Jennifer Lawrence, Chris Pratt, Michael Sheen, Laurence Fishburne, Andy Garcia

Para jak z obrazka – on to przystojny bożyszcze tłumów, władca blockbusterów, niedawno odchudzony dowcipniś, którego uwielbiają wszyscy. Ona to godna następczyni Sandry Bullock i Meg Ryan – dziewczyna z sąsiedztwa, która i szpetnie przeklnie i przespaceruje się w dresie i crocsach, ale kiedy trzeba – olśniewająca odwraca wszystkie głowy. Chris Pratt i Jennifer Lawrence – najnowsza amerykańska „power couple”. Do zaangażowania tej dwójki w jednej produkcji wcześniej czy później dojść po prostu musiało. Hollywood nie znosi próżni, a wyczuwając potencjał, jak mało które miejsce na świecie potrafi z niego skorzystać. Mając do dyspozycji taki duet, należało tylko znaleźć odpowiedni scenariusz, miejsce akcji, i dobrać paru wiarygodnych partnerów/przeciwników w roli tła lub drugiego planu.

 

Tutaj sytuacja nieco się komplikuje, bo naturalnie wzrasta stawka, o jaką grają producenci. Pratt i J.Law to jest moc, ale jest i duże ryzyko, bo na tę parę zwrócone są zapewne oczy wszystkich, więc i film musi być co najmniej spektakularny.


Śledząc niedawne przeboje box office’u i najczęściej wyróżnianie tytuły, nie sposób nie dostrzec pewnej intrygującej prawidłowości. W ciągu ostatnich kilku lat prym w obu kategoriach (najchętniej oglądane i nagradzane) wiodły filmy umiejscowione w przestrzeni kosmicznej, czy byłaby to obsypana deszczem trofeów „Grawitacja” Cuarona (2013), czy „Marsjanin” Scotta (2015), który jednak kwestie kosmiczne traktował z przymrużeniem oka – i z ogromnym sukcesem kasowym.

 

Tak więc i „Pasażerowie” Tylduma („Gra tajemnic”) sięgają gwiazd, przemieszczając się ze starej, dobrej Ziemi, na planetę – kolonię, oddaloną o 120 lat drogi. Pasażerowie statku kosmicznego „Avalon”, a jest ich aż 5000, wyruszają w podróż szczelnie zamknięci w komorach hibernacyjnych, w których mają przetrwać do osiągnięcia celu. Problem pojawia się jednak wkrótce po starcie, bowiem w 30. roku podróży, urządzenie podtrzymujące przy życiu Jima Prestona (Pratt) odmawia posłuszeństwa, wybudzając bohatera i skazując go na 90-letnią tułaczkę po luksusowym, choć niemal całkowicie pustym liniowcu.

 

Po bezskutecznym wypróbowaniu wszystkich możliwości powrotu do komory, a także po wykorzystaniu opcji oferowanych przez statek, Jima, typowego niemal „everymana” dopada najgorsza z plag – nuda, a wraz z nią, samotność. Bohatera zaczynają po mniej więcej roku nawiedzać myśli o konieczności wybudzenia młodej, atrakcyjnej pisarki – Aurory (Lawrence). Tak się też wkrótce dzieje (to żaden spoiler, wszystko widać na trailerze), ale w tym samym niemal momencie zaczynają się prawdziwe kłopoty na „Avalonie”. Nieuchronnie zbliżająca się katastrofa ma rozmach iście epicki.

 

Z punktu widzenia efektów specjalnych i wizualnych, pracy kamery, dźwięku czy montażu – wszystko wygląda naprawdę świetnie. „Pasażerów” stworzono do oglądania w 3D, co w zasadzie nie dziwi, biorąc pod uwagę samą tematykę. Twórcy zadbali, aby nie powtarzać najlepiej znanych schematów z innych „kosmicznych” filmów, zapewniając widzom rozrywkę na najwyższym poziomie. Dech w piersiach zatyka na przykład scena utraty grawitacji na statku i efekt tych zakłóceń w basenie, w którym kąpieli akurat zażywa Aurora.

 

Problemów z obrazem Tylduma jest jednak niestety całkiem sporo. Przede wszystkim twórcy najwyraźniej nie mogli się zdecydować, w którym kierunku podążyć – komedii, romansu, filmu katastroficznego? Czy zrobić coś całkiem serio, czy jednak z przymrużeniem oka? Jak zagospodarować nieodparty wdzięk i komediowe zacięcie głównych bohaterów nie odejmując ich misji powagi i istotności z punktu widzenia wszechświata?

 

Mamy więc z jednej strony ważkie dylematy moralne, poszukiwanie szczęścia na innej planecie, zostawiwszy całe swoje dotychczasowe życie w oddali (bez możliwości powrotu za życia do rodziny, przyjaciół), a z drugiej – sprowadzenie tych kwestii do roli „zapychacza” między ognistym romansem pary głównych bohaterów i nieuniknioną kosmiczną katastrofą. Takich smaczków jest jednak więcej. Włącznie ze sceną, w której Lawrence nie chce założyć skafandra na wieczorową suknię, ale nie ma nic przeciwko zostaniu w butach na obcasie.

 

Tego rodzaju fragmenty świadczą o niekonsekwencji twórców, jeśli nie o rażących wręcz zaniedbaniach. Dla widzów tego widowiska są one niezwykle frustrujące, bo nie sposób w pełni przeżyć przygody, której się spodziewaliśmy, mając w świadomości wszystkie scenariuszowe dziury, niedociągnięcia i absurdalne oczywistości.


Zatem owszem – widowisko z „Pasażerów” przednie, wielbiciele kosmicznych filmów katastroficznych wyjdą z kina zachwyceni. Widzowie zainteresowani rozwojem fabuły, łamigłówkami, podjęciem istotnej dyskusji z twórcami na różne tematy, a przede wszystkim fani inteligentnej rozrywki, która nie ulatuje po wybrzmieniu końcowej muzyki i ostatnimi napisami, powinni jednak szukać gdzie indziej.

 

Magda Maksimiuk
 

 

powrót do listy recenzji


Dodaj swój komentarz

Pozostało znaków


Komentarze

Brak komentarzy.