STAR WARS: THE LAST JEDI - PIERWSZY ZWIASTUN

Kto jest tytułowym ostatnim Jedi?

THE HITMAN’S BODYGUARD - ZWIASTUN FILMU

Jules Winnfield spotyka Deadpoola

THOR: RAGNAROK - PIERWSZA ZAPOWIEDŹ FILMU

Cate Blanchett jako okrutna i bezwzględna Hela

NAJNOWSZE RECENZJE

Przełęcz ocalonych Wiara czyni cuda, kino nie zawsze
La La Land Jaką cenę płacimy za marzenia?
Pasażerowie Idealna para w kosmosie
Zjawa Wątki mistyczne w oscarowym filmie Iñárritu
Pokój Małe Wielkie Kino!

Mad Max: Na drodze gniewu

ocena:
gatunek: akcja, sci-fi
premiera: 22-05-2015
produkcja: Australia / USA
dystrybutor:
reżyseria: George Miller
scenariusz: Nick Lathouris, Brendan McCarthy, George Miller
muzyka: Junkie XL
zdjęcia: John Seale
obsada:

Tom Hardy, Charlize Theron, Nicholas Hoult, Hugh Keays-Byrne

O tym, że w Hollywood brakuje oryginalnych pomysłów na dobry scenariusz, wiemy nie od dziś. Współcześni twórcy raz za razem rujnują dobre imię kultowych produkcji. To, co w latach 80-tych udawało się osiągnąć pomysłowością oraz niewielkim nakładem kosztów, w obecnych czasach nie ma racji bytu. Z reaktywacją „Mada Maxa” miało być inaczej, jako że na stanowisku reżysera zasiadł ponownie George Miller, twórca słynnej trylogii z Melem Gibsonem. 

 

Czy zatem efekt końcowy jest zadawalający? Cóż… czwarta część przygód dzielnego wojownika szos to tak naprawdę Mad Max bez Mad Maxa. Tytułowy bohater (w tej roli Tom Hardy) zostaje mimowolnie wciągnięty w wir niebezpiecznych zdarzeń, których katalizatorem jest Cesarzowa Furiosa (Charlize Theron). Przez znaczną część filmu szalony Max pozostaje w cieniu walecznej rebeliantki, która wyrasta na główną bohaterką filmu. I trzeba przyznać, że Charlize Theron świetnie prezentuje się jako heroina kina akcji. Aktorka stworzyła magnetyzującą postać i to jej poczynaniom kibicujemy od początku do końca. Pełna determinacji Furiosa wdraża w życie swój szalony plan. Z głową ogoloną na zapałkę oraz protezą ręki podejmuje się desperackiej próby uratowania kobiet więzionych w Cytadeli przez bezwzględnego tyrana o pseudonimie „Immortan Joe” (Hugh Keays-Byrne). Główny antagonista wyrusza w pościg za Cesarzową. „Na drodze gniewu” Furiosa spotka tytułowego Maxa, który okaże się sprzymierzeńcem w nierównej walce z dziką bandą samozwańczego Imperatora.

 

Za co należy docenić film Millera? Bez wątpienia na uwagę zasługują charakteryzacja, kostiumy oraz scenografia. Twórcy z ogromną starannością ukazali pustynny krajobraz ginącego świata. Warto pochwalić także pracę operatora, który pokazał cały ten szaleńczy rajd przez pustynię. Co by nie mówić, bohaterowie jadą przez ¾ filmu! Nie jest to jednak typowe „kino drogi”, lecz postapokaliptyczna wersja „Szybkich i wściekłych”, w której jakikolwiek sens zagłuszony został przez ryk silników, a szkoda. Magia kina? Uleciała gdzieś wraz z nastaniem ery CGI oraz „zmianą warty” w Hollywood.

 

Czy wobec tego można w ogóle wyobrazić sobie Mad Maxa bez Mela Gibsona? Okazuje się, że tak. Z tym, że to nie Tom Hardy, a Charlize Theron jest godną następczynią narwanego Australijczyka. Furiosa to postać z duszą i charyzmą, zresztą sam film powinien się nazywać „Mad Furiosa”. Mad Max to jedynie wabik, który ma za zadanie przyciągnąć do kin jak najwięcej osób. Na tym kończy się jego rola. Trzeba jednak pochwalić twórców za to, że świadomie, bądź nie, puścili do widzów oko. Otóż Mad Max, biegający przez połowę filmu z kagańcem na twarzy, budzi skojarzenia z innym granym przez Hardy’ego bohaterem – Bane’m (przeciwnik Batmana w filmie „Mroczny rycerz powstaje”). Z tym, że Bane – mimo iż grał drugie skrzypce – potrafił skraść cały show, tymczasem Mad Max – jako główny bohater – jest postacią poboczną, mało wyrazistą i bezbarwną. Nie kierują nim żadne motywy, ot bohater z przypadku, który nie ma nic do stracenia. Nie wińmy jednak za taki stan rzeczy Toma Hardy’ego, który przecież dobrym aktorem jest (patrz m.in.: „Bronson”, „Locke”). Cięgi należą się przede wszystkim scenarzystom, którzy współczesne kino kreślą według maksymy mówiącej „dużo akcji, mało kreacji”. Być może najwyższy czas zostawić naszych ulubionych bohaterów z dzieciństwa w spokoju i zacząć opowiadać nowe historie. Ale czy to jest w ogóle możliwe?

 

Konrad Kluza

 

powrót do listy recenzji


Dodaj swój komentarz

Pozostało znaków


Komentarze

12-05-2016 14:53

Beata
Świetnie dobrana ekipa filmowa.Spektakularny plan filmowy i charakteryzacja z kostiumami, które tworzą wręcz namacalną atmosferę.Nawet jeśli sam film jest po prostu dobry to miażdży pod względem technicznym. ---------------- filmowanie z powietrza

06-07-2015 15:45

Regina
cóż ciężko być postacią nr 1, gdy jest się tylko workiem krwi ;), a na poważnie, madmax był i jest filmem efekciarskim - pojazdy, kostiumy, plener. jednak może warto zwróci uwagę na pointe filmu, że niejednokrotnie szukając czegoś dobrego wracamy do przeszłości jak furiosa,a wystarczy poprawić\"

19-06-2015 23:55

Krzywa
Tak taaak... To jest historia Furiosy a nie Maxa, on jest w tej akcji przypadkowo i właśnie tylko chce przetrwać, taki pomocniczy Furiosy... Hardy sam w sobie jest świetny. Pozatym Gibson by nie pasował do tego filmu, za dużo chaosu i kaskaderki. aa i dużo panienek feministek :)

19-06-2015 15:29

Katrin
Mam nadzieję, że jest to nie tylko możliwe, ale i okaże się sukcesem!