GLASS - KONTYNUACJA NIEZNISZCZALNEGO I SPLIT

Trylogia marzeń M. Night Shyamalana

WIND RIVER - RECENZJA FILMU

Tam, gdzie nawet diabeł nie mówi dobranoc

NAJNOWSZE RECENZJE

Wind River Tam, gdzie nawet diabeł nie mówi dobranoc
Dunkierka Christophera Nolana zabawa z formą
Przełęcz ocalonych Wiara czyni cuda, kino nie zawsze
La La Land Jaką cenę płacimy za marzenia?
Pasażerowie Idealna para w kosmosie

Dunkierka

ocena:
gatunek: dramat, wojenny
premiera: 21-07-2017
produkcja: Francja, Holandia, USA, Wielka Brytania
dystrybutor:
reżyseria: Christopher Nolan
scenariusz: Christopher Nolan
muzyka: Hans Zimmer
zdjęcia: Hoyte Van Hoytema
obsada:

Fionn Whitehead, Mark Rylance, Tom Hardy, Tom Glynn-Carney, Jack Lowden, Harry Styles, Aneurin Bernard, Kenneth Branagh, Cillian Murphy oraz Michael Caine (głos)

Poszatkowana chronologicznie historia mężczyzny cierpiącego na zaburzenie pamięci krótkotrwałej opowiedziana w „Memento”(2000) otworzyła Christopherowi Nolanowi drzwi do kariery. Ten niezwykle kameralny film ma już swoje stałe miejsce w historii kina. Kolejne produkcje niosły ze sobą coraz większy budżet i możliwości. Nolanowi zawdzięczamy m.in.: nową trylogię o Batmanie (2005, 2008, 2012), „Incepcję” (2010) oraz „Interstellar” (2014), a więc obrazy, które wzbudzały wiele dyskusji. Czy podobnie będzie z „Dunkierką”? Twórca ”Mrocznego rycerza” zmierzył się z dramatem wojennym i zrobił to w iście „nolanowski” sposób. W „Dunkierce” nie treść jest najważniejsza. Nolan proponuje widzowi zabawę formą.

 

Bez wątpienia „Dunkierka” stanowi zupełnie nowe podejście do gatunku, jakim jest film wojenny. Historia pokazana zostaje z trzech punktów widzenia. Śledzimy walkę na lądzie, morzu oraz niebie z perspektywy młodego szeregowca (Fionn Whitehead), kapitana jachtu (Mark Rylance) i pilota myśliwca (Tom Hardy). Nolan operuje narracją na kilku płaszczyznach czasowych. Dzięki zastosowaniu montażu równoległego widz jest przekonany, że wydarzenia na ekranie dzieją się jednocześnie. Dopiero w trakcie seansu zaczynamy „łapać” sens całości. Realizatorski majstersztyk sprawia, że mamy ochotę zmierzyć się z „Dunkierką” raz jeszcze, aby ułożyć wszystkie elementy układanki w całość. Nie po raz pierwszy Nolan zdradził słabość do nielinearnego opowiadania historii. Gdybyśmy chcieli odtworzyć „Memento” w porządku chronologicznym, zapewne nie wywarłoby na nas tak piorunującego wrażenia. Kino Nolana to świetny dowód na to, że nie jest ważne, co się opowiada, ale jak to się robi.

 

Brak namacalnego wroga to kolejny element wyróżniający „Dunkierkę” na tle innych wojennych produkcji. Sama ewakuacja aliantów cofających się pod naporem niemieckiej ofensywy na Francję jest bardzo widowiskowa, w kadrze zaś ani razu nie pojawia się żaden Niemiec. To kolejny ciekawy zabieg reżysera, który potęguje napięcie wedle zasady mówiącej, że najbardziej boimy się tego, czego nie widać. Nolan uniknął pokazywania rozbryzgów krwi i rozrywanych ciał, tak jak miało to miejsce u Spielberga („Szeregowiec Ryan”), czy Gibsona („Przełęcz ocalonych”). Nie znajdziemy tu także przesadnie rozbudowanych dialogów, jak u Terrence’a Malicka („Cienka czerwona linia”). Nolan pokazuje piekło wojny bez zbędnych ozdobników. Żołnierze giną po cichu, a o tym kto przeżyje decyduje łut szczęścia. Niektórych bohaterów filmu czasem ciężko rozpoznać w tej wojennej zawierusze. Nawet charyzmatyczny Tom Hardy skrywa twarz pod maską. Nikt nie wybija się na plan pierwszy, wszyscy tworzą portret bohatera zbiorowego.

 

Napięcie budowane czekaniem na kolejny wybuch potęguje muzyka Hansa Zimmera. Dźwięki spadających bomb oraz wystrzałów rozsadzają ekran i uszy potencjalnego widza. Sceny podniebnych starć w obiektywie absolwenta łódzkiej filmówki Hoyte van Hoytemy przyprawiają o zawrót głowy. Mimo to „Dunkierka” to bardzo minimalistyczny blockbuster. Oszczędne aktorstwo i dialogi, nieskomplikowana fabuła wzbogacona o eksperymenty narracyjne, które angażują szare komórki widza bez reszty. „Dunkierka” to najbardziej pomysłowe, a zarazem najmniej przekombinowane dzieło Nolana od czasów „Memento”. Film z pewnością zawalczy o Oscary. Zagrozić mu mogą jedynie świetnie zapowiadający się „Detroit” Kathryn Bigelow oraz długo wyczekiwany „Blade Runner 2049” Denisa Villeneuve’a.
 

Konrad Kluza

 

powrót do listy recenzji


Dodaj swój komentarz

Pozostało znaków


Komentarze

Brak komentarzy.