WONDER WHEEL

Juno Temple, Kate Winslet i Justin Timberlake u Woody'ego Allena

WORLD WAR Z 2

Czy reżyserem kontynuacji zostanie David Fincher?

ORŁY 2017 ROZDANE

Wołyń triumfował podczas gali rozdania Polskich Nagród Filmowych

ROMAN POLAŃSKI NADAL ŚCIGANY I POŻĄDANY

Zdobywca Oscara vs. amerykański wymiar sprawiedliwości

NAJNOWSZE RECENZJE

Przełęcz ocalonych Wiara czyni cuda, kino nie zawsze
La La Land Jaką cenę płacimy za marzenia?
Pasażerowie Idealna para w kosmosie
Zjawa Wątki mistyczne w oscarowym filmie Iñárritu
Pokój Małe Wielkie Kino!

Alpy

ocena:
gatunek: dramat
premiera: 24-08-2012
produkcja: Grecja
dystrybutor:
reżyseria: Giorgos Lanthimos
scenariusz: Giorgos Lanthimos, Efthymis Filippou
muzyka:
zdjęcia: Christos Voudouris
obsada:

Aggeliki Papoulia, Ariane Labed, Aris Servetalis, Johnny Vekris, Erifili Stefanidou

Giorgos Lanthimos po raz drugi wchodzi do tej samej rzeki, jednak w niej nie tonie, jeszcze bardziej zagłębiając się we własnym nurcie. Eksploruje obszary znanych tematów, ale na ich obrzeżach, niezbyt namacalnych, ale pozwalających na trafne odniesienia do istot problemów i poszerzanie ich oglądu. W „Alpach” rodzinę, czyli najmniejszą komórkę społeczną, zastąpiło specyficzne stowarzyszenie (o nazwie jak w tytule) ukształtowane równie patriarchalnie, co w „Kle”. Podobnie jak tamten film „Alpy” przypominają kliniczny eksperyment złożony z ludzkich eksponatów, wtłoczonych w wypreparowaną rzeczywistość – tak groteskowo oddaloną od tej, którą widzimy za oknem i tak posępnie jej bliską. Można go diagnozować przez pryzmat greckiego kryzysu w mikroskali, ale dużo ciekawszym wydaje się on na gruncie utraty tożsamości, której wyzbyci są wszyscy członkowie portretowanej organizacji. Przestrzeń wolności i autonomicznych wyborów jest niwelowana przez bezwzględnych mężczyzn, zastraszających przemocą lub egzekwujących nią karę za wyjście poza z góry określone zasady. Ich relatywna moralność postrzega to jako coś koniecznego, chroniącego od emocjonalnej katastrofy jaką zgotowałyby sobie, podatne na kierowanie się uczuciami, kobiety i uniknięcie rozpadu grupy.
 

Przywódcą Alp jest sanitariusz nadający sobie przydomek Mont Blanc i tytułujący resztę składu nazwami gór alpejskiego szlaku. Jako odpowiednik najwyższego szczytu, sprawuje on pieczę nad całością, przydziela zadania, dba o jednolity kształt stworzonego łańcucha podobnie jak ojciec z „Kła”. Działalność zespołu polega na imitacji tragicznie zmarłych osób do momentu oswojenia się ich najbliższych z faktem odejścia. Niepogodzone się z tym, co nastąpiło rodziny, rozpaczliwie zatrzymują odchodzące dusze poprzez przekazywanie „odtwórcom” informacji o charakterystycznych gestach, drobnych odruchach lub osobowości zmarłych. Proszą o przyjęcie pozostawionych ubrań, aranżują niezaistniałe sytuacje albo wpatrują się bezwiednie, jakby jakąś siłą chcieli wyrywać bliskich z niebytu. Oferowane i zakupywane katharsis czasowo wstrzymuje zamknięcie osobistego świata, wypełniając go fałszem obudowanym drobinkami prawdy. Nie chodzi tu o to, by pomóc im się odnaleźć, ale o to, by pozostali zagubieni, by nie musieli przyjmować do wiadomości, że rzeczywistość jest zupełnie inna. Grupa Alp oferuje zamaskowanie luki, jaka pozostaje po nagłej śmierci, zatrzymując w świecie żywych już nie człowieka, ale pewną postać, dla której są tylko fizyczną powłoką.

 

Nie wiadomo czy to „łapanie duszy” jest eksperymentem, tworem ludzkiej empatii czy oryginalnym sposobem zarobkowania. Poza pielęgniarką, która bunt odnajdzie w przybranej tożsamości, trudno cokolwiek powiedzieć o motywacjach i zamiarach reszty działaczy Alp. Znamiennym w tym przypadku zdaje się być pozbawienie bohaterów imion, co zresztą jest swoistym kontynuantem „Kła” – postacie zdają się funkcjonować tylko w wykreowanej przez reżysera przestrzeni – poza nią nie istnieją. Przerażająca w „Alpach” jest ta pokusa życia czyimś życiem, podporządkowania się obcej figurze odtworzonej ze skrawków wspomnień, ucieczki od własnej psyche w ramiona fantomów. I choć napisy końcowe przyniosą ulgę od obcowania ze światem przedstawionym przez Lanthimosa, to świadomość, że na zewnątrz czeka nas jego ekwiwalent pozostaje.

 

Sebastian Pytel

 

powrót do listy recenzji


Dodaj swój komentarz

Pozostało znaków


Komentarze

Brak komentarzy.