SPIDER-MAN: HOMECOMING - #3 ZWIASTUN

Spider-Man, Iron Man i Vulture na plakacie

DARK UNIVERSE

Witajcie w nowym świecie bogów i potworów

VENOM

Tom Hardy gwiazdą nowego ekranowego uniwersum

BLADE RUNNER 2049 - ZWIASTUN FILMU

Ryan Gosling na tropie Harrisona Forda

NAJNOWSZE RECENZJE

Przełęcz ocalonych Wiara czyni cuda, kino nie zawsze
La La Land Jaką cenę płacimy za marzenia?
Pasażerowie Idealna para w kosmosie
Zjawa Wątki mistyczne w oscarowym filmie Iñárritu
Pokój Małe Wielkie Kino!

Alex Cross

ocena:
gatunek: kryminał, thriller
premiera: 09-11-2012
produkcja: USA
dystrybutor:
reżyseria: Rob Cohen
scenariusz: Marc Moss, Kerry Williamson
muzyka: John Debney
zdjęcia: Ricardo Della Rosa
obsada:

Tyler Perry, Matthew Fox, Carmen Ejogo, Edward Burns, Jean Reno, Rachel Nichols, Cicely Tyson

„Alex Cross” jest jak wehikuł czasu przenoszący nas do epoki VHS-ów i królestwa Seagala, Van Damme’a i Lundgrena. Z tą jednak różnicą, że o ile magiczne lata 90. z ich szeregiem (nomen omen) niezniszczalnych mięśniaków mogą w dzisiejszych 30-latkach wzbudzać sentyment, o tyle powrót do przeszłości w wykonaniu Roba Cohena trzeszczy jak spróchniała podłoga teatru w ostatniej scenie. Restart skromnej franczyzy („Kolekcjoner”, „W sieci pająka”) policyjnego psychologa i detektywna w jedynym, jest na każdym poziomie filmowej roboty tak archaiczny, że należałoby go wyświetlać w parodii cyklu „W starym kinie”.


Zaczyna się standardowo, zawodowy morderca o wyglądzie Hitmana, z popularnej gry video, wykonuje zlecone mu zadanie, prezentując nam swoją jakże oryginalną osobowość. Lubi zadawać cierpienie, był szkolony w jakiś jednostkach specjalnych, zostawia także pastelowe malunki, aby nikt przypadkiem nie pomylił go z „kolegami” z branży. Ów plastyczny talent powoduje nadanie mu przez gliniarzy ksywki Picasso, co pozwala mu (przynajmniej w teorii) zasiąść w panteonie słynnych seryjnych morderców. Niestety, pan Picasso ma pecha, gdyż jego sprawą tuż przed planowanym przejściem do FBI, ma zająć się Alex Cross, którego twórcy wyposażyli w boską niemal umiejętność przewidywania zdarzeń. Analizy miejsca zbrodni mogłyby uczyć się od niego wszystkie ekipy CSI, wchodzenie w umysł ściganego zajmuje mu ledwie kilka sekund, a spod czujnego wzroku nie umknęłaby nawet mysz. W pewnym momencie zastanawiamy się czy pan Cross nie podejrzał przypadkiem scenariusza lub nie siedzi w fotelu obok, wyskoczywszy z ekranu niczym Tom Baxter z „Purpurowej róży z Kairu”. Podręcznikowy rozwój fabuły tylko pogłębia to odczucie, można wygodnie rozsiąść się w fotelu i odhaczać punkty prowadzące do nieuchronnego tryumfu dobra nad złem.


„Alex Cross” jest epigonem wielu filmów akcji i thrillerów, od „Siedem” Finchera (z którego czmychnięto nawet bazę ścieżki dźwiękowej) przez „Szklaną pułapkę 3”, „Milczenie owiec”, serial „24” czy wspomniane CSI – ba, jest nawet scena nakręcona z ręki kamerą HD, wyraźnie na modłę „Miami Vice” i „Wrogów publicznych” Michaela Manna. Ale nie to jest w „Alexie Crossie” najgorsze. Nie każdy film musi wyróżniać się oryginalnością, czasem przetworzenie starych schematów, może zaowocować nową jakością lub przynajmniej miłym spędzeniem czasu. Za to każdy film powinien być zrobiony z poczuciem szacunku dla widza, wrażeniem że komuś zależało na jego nakręceniu. Filmopodobny produkt Roba Cohena nie ma nawet tego. Tyler Perry i Edward Burns mamroczą coś od niechcenia, śmierć żony czy kochanki wywołuje u nich grymas jak po zjedzeniu cytryny, a geniusz zła, Picasso wygląda jak karykatura ze skurczem mięśni i wytrzeszczem oczu. Wszystko jest tak cholernie umowne, że tylko czekać aż aktorzy wyjmą paczkę fajek i ustawią się w kolejce po wypłatę. Jakby taka scena pojawiłaby się w napisach końcowych, przynajmniej byłoby się z czego śmiać, a tak oprócz katastrofalnej reżyserii, nieporadnego sposobu opowiadania (końcowy zwrot akcji to już płacz i zgrzytanie zębów) i żenujących dialogów, pozostaje tylko wściekłość, że to coś wyszło poza ramy produkcji telewizyjnej.

 

Sebastian Pytel

 

powrót do listy recenzji


Dodaj swój komentarz

Pozostało znaków


Komentarze

Brak komentarzy.