DARKEST HOUR - ZWIASTUN FILMU

Gary Oldman jako WInston Churchill

EMMY 2017 - LISTA NOMINOWANYCH

Westworld i Saturday Night Live z największą liczbą nominacji

TARANTINO OPOWIE HISTORIĘ SEKTY CHARLESA MANSONA

Przedostatni film w karierze Quentina Tarantino?

THE GREATEST SHOWMAN - ZWIASTUN FILMU

Hugh Jackman został królem rozrywki

NAJNOWSZE RECENZJE

Przełęcz ocalonych Wiara czyni cuda, kino nie zawsze
La La Land Jaką cenę płacimy za marzenia?
Pasażerowie Idealna para w kosmosie
Zjawa Wątki mistyczne w oscarowym filmie Iñárritu
Pokój Małe Wielkie Kino!

Adwokat

ocena:
gatunek: thriller
premiera: 15-11-2013
produkcja: USA, Wielka Brytania
dystrybutor:
reżyseria: Ridley Scott
scenariusz: Cormac McCarthy
muzyka: Daniel Pemberton
zdjęcia: Dariusz Wolski
obsada:

Michael Fassbender, Cameron Diaz, Penelope Cruz, Brad Pitt, Javier Bardem

Przykro patrzeć, jak Twoi ulubieni aktorzy błąkają się bezradnie w sztucznych sceneriach, nosząc udziwnione kostiumy, wypowiadając kwestie rodem z kart powieści. Zawód jest tym bardziej dotkliwy, że do grona twórców, których należy obwinić za porażkę „Adwokata”, zaliczyć trzeba również jednego z najlepszych żyjących reżyserów – Ridleya Scotta, oraz pisarza porównywalnego dziś jedynie do tuzów pokroju Philipa Rotha albo Thomasa Pynchona – Cormaca McCarthy’ego.

 

rzygoda McCarthy’ego z kinem to nie jest przecież jednorazowy skok w bok, ale raczej metodyczne zdobywanie kolejnych stopni wtajemniczenia. Apogeum tego marszu na filmowy panteon autora „Krwawego południka” czy „Dziecięcia bożego” miało miejsce mniej więcej sześć lat temu, wraz z premierą świetnego obrazu braci Coen „To nie jest kraj dla starych ludzi”, stanowiącego adaptację powieści o tym samym tytule opublikowanej ledwie dwa lata wcześniej. Najwyraźniej jednak twórczość McCarthy’ego potrzebowała silnej reżyserskiej osobowości (w tym przypadku nawet dwóch), by literacki sukces przekuć na przekonującą historię filmową. Inna sprawa, że bracia Coen, jak to mają w zwyczaju, samodzielnie adaptowali książkę.

 

„Adwokata” McCarthy napisał własnoręcznie, i do jego tekstu Scott podszedł ewidentnie bezkrytycznie, a szkoda. Od Ridleya Scotta, którego znamy z „Obcego”, „Blade Runnera”, „Gladiatora” czy „Helikoptera w ogniu”, nauczyliśmy się, że liczą się przede wszystkim fajerwerki wizualne. Od Scotta - autora „Hannibala”, „Naciągaczy” albo „Dobrego roku” wiemy, że film z większą ilością dialogów niż efektów specjalnych niekoniecznie trafi do kanonu i w gusta publiczności oraz krytyków. „Adwokat” jest kolejnym tego przykładem, ale doprowadzonym do ekstremum. Tutaj bohaterowie, bez względu na status społeczny, wykonywany zawód i wykształcenie, a także narodowość czy język ojczysty, wygłaszają uczone frazesy o sensie życia, dobrych i złych wyborach, priorytetach, przyszłości, a ich kwestie zdają się nie mieć końca. W innej sytuacji, na przykład czytając powieść, moglibyśmy zachwycić się kunsztownie zaokrąglonymi zdaniami, fantastycznie skonstruowanymi dialogami i starannie dobranymi wyrazami. W filmie, dodatkowo w tej konwencji i gatunku, te starannie wypracowane w zaciszu pracowni autora frazy rażą sztucznością i ostatecznie wręcz irytują. Dodatkowo mierzi cała ta nadmiernie wystylizowana erotyka, nawiązania do snuff movies, legendarna już chyba scena z Cameron Diaz na masce żółtego Ferrari California… znalazłoby się trochę więcej fragmentów nie mających większego sensu czy znaczenia dla fabuły. W tej sytuacji nie ma w sumie co winić aktorów, zelektryzowanych pewnie samym dźwiękiem nazwisk reżysera, scenarzysty i reszty ekipy, gdzie znalazł się również nasz rodak, Dariusz Wolski w roli operatora, choć tym razem piszę to bez specjalnej dumy.

 

Niestety, mimo nadziei rozbudzonych do granic możliwości, „Adwokat” pozostaje jak na razie rozczarowaniem roku. Tym razem przerost treści nad formą okazał się zbyt dotkliwy. Jeśli filmu nie zdołała uratować nawet trójca Fassbender - Bardem - Pitt, nic już tego nie dokona.

 

Magda Maksimiuk

 

powrót do listy recenzji


Dodaj swój komentarz

Pozostało znaków


Komentarze

Brak komentarzy.