SPIDER-MAN: HOMECOMING - #3 ZWIASTUN

Spider-Man, Iron Man i Vulture na plakacie

DARK UNIVERSE

Witajcie w nowym świecie bogów i potworów

VENOM

Tom Hardy gwiazdą nowego ekranowego uniwersum

BLADE RUNNER 2049 - ZWIASTUN FILMU

Ryan Gosling na tropie Harrisona Forda

NAJNOWSZE RECENZJE

Przełęcz ocalonych Wiara czyni cuda, kino nie zawsze
La La Land Jaką cenę płacimy za marzenia?
Pasażerowie Idealna para w kosmosie
Zjawa Wątki mistyczne w oscarowym filmie Iñárritu
Pokój Małe Wielkie Kino!

22 Jump Street

ocena:
gatunek: akcja, komedia
premiera: 13-06-2014
produkcja: USA
dystrybutor:
reżyseria: Phil Lord, Christopher Miller
scenariusz: Michael Bacall, Oren Uziel, Rodney Rothman
muzyka: Mark Mothersbaugh
zdjęcia: Barry Peterson
obsada:

Channing Tatum, Jonah Hill, Amber Stevens, Peter Stormare, Ice Cube

Czy dowiadując się o planach powstania drugiej i kolejnych części całkiem udanego filmu macie czasem wrażenie, że twórcy planują perfidny skok na kasę widzów? Czy widząc już sam numer przy tytule dokładnie wiecie, czego się spodziewać? Przewidujecie na przykład, że będzie na siłę śmieszniej, więcej, lepiej, ale w rzeczywistości wychodzicie z kina zawiedzeni? Cóż - zdaje się, że autorzy „22 Jump Street” też doskonale zdają sobie z tego sprawę. Co więcej – świetnie wykorzystują tą wiedzę, ale po to, by ich film był naprawdę lepszy, większy i śmieszniejszy niż „jedynka”. Już za samo nastawienie należy się całkiem niezła ocena.

 

Znani z pierwszej części Schmidt (Jonah Hill) i Jenko (Channing Tatum), jak zapowiadali na końcu „21 Jump Street” wracają, by siać zamęt. Tym razem jednak nie w ogólniaku, ale na kampusie college’u. Znowu działają pod przykrywką jako niedobrani bracia Doug i Brad McQuaid (Brad dwa razy powtarzał klasę), znowu ktoś sprzedaje groźne narkotyki studentom, a zadanie ponownie brzmi – dorwać dealera, dorwać dostawcę. Podobnie jak wcześniej, szefem operacji jest humorzasty kapitan policji, o jakże adekwatnym nazwisku Dickson (Ice Cube), a miejscem spotkań - dość oryginalny kościół (brakuje tylko niestety „koreańskiego Jezusa”). Ponieważ akcja z pierwszej części udała się znakomicie (również w światowym box office, co twórcy chętnie podkreślają), agenci mają do dyspozycji nieograniczone fundusze. Zostają więc zaopatrzeni w złote gnaty i efektowne fury, ich przełożony buduje sobie wyjątkowy gabinet, a do pomocy mają stażystów po liceum (specjalizujących się zresztą, jak pamiętamy, w drobnych eksperymentach chemicznych). Ponieważ nasi bohaterowie skończyli już szkołę średnią, nie będzie studniówki. Główna impreza tym razem odbywa się w czasie legendarnej amerykańskiej przerwy wiosennej, dokładnie jak u Harmony’ego Korine’a - a więc „spring break forever”! Nad „22 Jump Street” unosi się jednak nie tylko duch ostatniego filmu Korine’a. Twórcy „22 Jump Street”, z dwójką reżyserów - Philem Lordem i Chrisem Millerem („Klopsiki i inne zjawiska pogodowe”, „Lego: Przygoda”) na czele, kopiują z czego i z kogo się da. Są bezpośrednie odniesienia do „Szybkich i wściekłych”, „Szklanej pułapki”, „Bad Boys”, „Mission: Impossible”, a nawet do „Uciekającej panny młodej”, ale nie tylko. Łatwe do odczytania są też cytaty ze wszystkich filmów z dwójką zupełnie różnych policjantów, którzy muszą się zjednoczyć, by wykonać zadanie, wszystkich filmów o dilerce, o amerykańskich szkolnych drużynach futbolowych i sekretnych bractwach w college’u, o niespełnionych miłościach, zaborczych ojcach, rozstaniach i powrotach… i naprawdę wielu innych.

 

„22 Jump Street” może się więc okazać najbardziej „meta” filmem dekady i nie będzie to podsumowanie całkiem przesadzone. W tej swojej powtarzalności jest to jednak (o paradoksie!) obraz zaskakująco świeży i pełen trafionych gagów. Ciekawa to mieszanka, biorąc pod uwagę, że scenariusz pisało aż pięciu scenarzystów i teoretycznie z ich wielu zapewne pomysłów mógł wyjść jeden wielki – ale suchar. Tymczasem twórcy cały czas puszczają do widza oko, aż do napisów końcowych nie tracąc przy tym rezonu (może tylko z wyjątkiem troszkę odgrzewanych żartów o gejach). Bawią się konwencją prequeli i sequeli i igrają ze stereotypami, a ich dobry humor udziela się publiczności na sali kinowej. Kiedy natomiast robi się zbyt serio i historia w sposób nieunikniony dąży ku nieznośnej sztampie, od razu któryś z bohaterów mówi lub robi coś, co szponom powtarzalności zgrabnie umyka. Reżyserom przydała się chyba ciężka szkoła wyniesiona z realizacji nowoczesnych kreskówek, gdzie o uwagę widza (szczególnie młodszego) trzeba w pocie czoła i inteligentnie zawalczyć. Oglądając efekt ich pracy w postaci „22 Jump Street” nie sposób tym razem zgodzić się ze zdaniem grającego małą rólkę Nickiem Offermanem, który ze swoją kamienną twarzą i pokaźnym wąsem oświadcza wprost, że przecież sequele do niczego się nie nadają i są w ogóle beznadziejne. Zazwyczaj, szczególnie jeśli chodzi o wakacyjny przebój kinowy, tak właśnie jest. Ale, Nick, nie tym razem.

 

Magda Maksimiuk

 

powrót do listy recenzji


Dodaj swój komentarz

Pozostało znaków


Komentarze

11-06-2014 07:49

groti
Genialny film, jeśli ktoś nie widział to tu jest w dobrej jakości z lektorem: 22jumpstreet.end.pl